Mity na temat terapii

tel. 33 8555343
kom. +48519 135 958
biuro@uzaleznienia.net.pl


Wyświetl większą mapę


"Wystarczy przestać pić".

Walka z nałogiem jest zadaniem o wiele bardziej skomplikowanym, ponieważ nałóg oznacza tyle, że nawet, gdy się nie pije, nadal w człowieku tkwią stare nawyki, znane sposoby radzenia sobie z kłopotami i napięciami, kruczki myślowe pozwalające zniekształcać obraz rzeczywistości. Dlatego alkoholik musi stale pamiętać o swoim uzależnieniu i czujnie reagować na wszystkie sygnały zagrożenia. Dlatego nie ma byłych alkoholików.


"Można się wyleczyć szybko i bez wysiłku".

Co jakiś czas pojawiają się w prasie sensacyjne artykuły o nowym, cudownym środku leczącym alkoholizm. Nie ma sensu poszukiwanie drogi na skróty, na to, że uda się znaleźć jakiś szybki sposób, by uporać się z tą chorobą w ciągu miesiąca lub nawet pół roku za pomocą paru wizyt w poradni lub jednego pobytu na choćby najlepszym oddziale odwykowym. Żeby ustawić rzeczy we w właściwej perspektywie, warto sobie uprzytomnić, na jaki wysiłek zdolni są zdobyć się ludzie chorzy na raka. W takim porównaniu nie ma nic absurdalnego - alkoholizm to też śmiertelna choroba.


"Na odwyku oduczą mnie pić".

Dzisiaj leczenie odwykowe wygląda zupełnie inaczej: nie polega na oduczaniu picia, lecz na uczeniu się utrzymywania trzeźwości. A konkretnie tego jak choroba alkoholowa osacza człowieka i jak się przed tym osaczeniem bronić oraz jak w nowej sytuacji - bez alkoholu - radzić sobie w życiu.


"Zróbcie coś ze mną!".

Dość często zgłaszający się po pomoc alkoholicy czy ich bliscy są przekonani, że wystarczy znaleźć się w rękach specjalistów posłusznie wykonywać ich zalecenia, aby uruchomić proces powrotu do zdrowia. To również - jak w przypadku niezwykłej tabletki - oznacza oczekiwanie na cud. Leczenie, bowiem przypomina wyposażenie człowieka w przyrząd do wykrywania min: żeby rozpoznawał w sobie, kiedy ulega nałogowym nawykom i zmieniał to, zanim te nawyki doprowadzą do tego, że znowu się napije. Specjaliści mogą w tym pomóc, ale nikt nie może tak naprawdę znać myśli, przeżyć, nie będzie czujnie śledził jego zachowania. To może zrobić każdy sam dla siebie. Dlatego tak ważnym momentem w początkach leczenia jest podjęcie odpowiedzialności za to leczenie.


"Po leczeniu nie będzie mi się chciało pić".

Złudzenie, że alkoholika po leczeniu przestanie ciągnąć do alkoholu jest dość powszechne, ale całkowicie nierealistyczne. Wiemy z doświadczenia trzeźwiejących alkoholików, że taka chęć pojawia się nawet po kilku latach abstynencji, i że leczenie oraz dalsza praca nad uzależnieniem nie może jej wymazać. Może jedynie pomóc uzbroić się przeciwko pokusom.


"Po leczeniu będę pił normalnie, jak inni".

Podam bardzo przekonywujący wywód pochodzący z książki "Anonimowi Alkoholicy": "Jesteśmy podobni do ludzi, którym amputowano nogi i którym nowe nie odrosną. Jeśli z całym przekonaniem zaplanujemy zaprzestanie picia, nie może być mowy o żadnych wyjątkach, ani o żadnej podświadomej myśli i nadziei, że kiedyś w przyszłości staniemy się odporni na alkohol".


"Nie piję już 3 miesiące (pół roku, 2 lata), a wciąż nie jest dobrze".

Z rozczarowaniem tego typu spotykamy się dość często. Różne trudności, które przed podjęciem abstynencji były na drugim planie, dopiero teraz zaczynają dawać się we znaki. I nieraz wydaje się, że łatwiej byłoby uciec w alkohol niż stawić im czoła. Jeżeli alkoholik wierzył, że po leczeniu wszystko samo się ułoży, to siłą rzeczy musi wrócić do pytania sprzed okresu, kiedy jeszcze pił: "Czy moje trzeźwienie ma sens? Czy warte jest wysiłku, jaki w nie wkładam?" Odpowiedź jest prosta: ma sens. Jeżeli chcesz żyć. Ale musisz spojrzeć na życie bardziej realnie. Takie realistyczne nastawienie mobilizuje do poszukiwania środków zaradczych pomocy. A dzięki temu wiele spraw faktycznie może się zmienić na lepsze.


"Dalej poradzę sobie sam".

Niektórzy alkoholicy, którym udaje się utrzymywać abstynencję przez kilka miesięcy, dochodzą do wniosku, że mogą już nie zajmować się swoim uzależnieniem. Przestają chodzić na mityngi AA, przepuszczają kolejne wizyty w poradni, nie pojawiają się w klubie abstynenta. Przy kolejnym niepowodzeniu, ataku chandry czy trudnym zadaniu (a zdarzają się one wszystkim), stres może okazać się tak silny, że nie uda się uporać z nim bez wsparcia innych. Gdyby nasz samowystarczalny abstynent spotykał się z kimś, ktoś pewnie by go ostrzegł i zaproponował pomoc. Ale on przecież uważa, że niczego od innych nie potrzebuje i starając się udowodnić to sobie i innym - coraz głębiej brnie w zaprzeczanie. Często dopiero po zapiciu zaczyna rozumieć, że jednak nie poradzi sobie sam.


"Wrócę do leczenia, jeśli coś będzie nie tak".

Alkoholika, który ma taką postawę, trudno przekonać, chociaż główny argument jest prosty: za którymś razem nie będziesz wiedział, że coś jest nie tak, bo taka jest natura choroby zaprzeczania. Właściwie alkoholik zawsze powinien podejrzewać, że jest gorzej, niż mu się wydaje, że być może starym zwyczajem przymknął oczy na zagrożenia. Często tu również dopiero po "wpadce", przekonuje się, jak złudne było to przekonanie. Wszystkie te fałszywe przekonania na temat leczenia - a na pewno są jeszcze inne - dałoby się streścić w jednym stwierdzeniu, że można się leczyć szybko, łatwo i bez podejmowania odpowiedzialności za jego przebieg. Tymczasem terapia odwykowa może jedynie uruchomić proces zdrowienia, który nie kończy się wraz z opuszczeniem oddziału czy poradni. Proces ten trwa, lecz w coraz większym stopniu przekształca się z walki z nałogiem, nałogiem kształtowanie dobrego życia bez alkoholu.
Copyright © 2008 All rights reserved      created by wizja.net
Strona kojarzona ze słowami: VersusMed - mity